opowieści z życia fe!misia
piątek, 18 września 2009
Trójmiejska Akcja Kobieca

Wszystkie osoby z Trójmiasta - i nie tylko - zapraszam do przyjrzenia się naszej nowej lokalnej inicjatywie, która w sieci zadomowiła się po sąsiedzku, na bloxie:

tak.blox.pl

Zapraszamy do współpracy wszystkie osoby, które chciałyby w Trójmieście aktywnie działać na rzecz praw kobiet (raczej ulicznie i aktywistycznie, niż naukowo).

Kontakt: tak3miasto@gazeta.pl

czwartek, 17 września 2009
Halo halo?

Halo, czy ktoś tu jeszcze zagląda?

Blog leży odłogiem od ponad roku, czyli odkąd - powód jest banalny, ale powiem szczerze - dostałam nową pracę, w której cały dzień spędzam przed ekranem. Wieczorem nie mam już siły dalej przed nim siedzieć. Myślę też, że formuła tego bloga się wyczerpała.

wtorek, 29 lipca 2008
Jądra w sosie pomidorowym
Seks(izm) w reklamie to niby żadna nowość, a jednak firmie Pamapol udało się mnie zaskoczyć. W osiedlowym sklepie zobaczyłam naprawdę zadziwiające plakaty. Owszem, promowanie gołąbków atrakcyjną kobietą wpisuje się w pewien polski standard, ale jak można było wpaść na pomysł reklamowania pulpetów w sosie zdjęciem mężczyzn trzymających się za jądra?!
 
 
Hm... O co chodziło autorom reklamy? Czy naprawdę jedząc pulpety tej firmy ludzie mają myśleć o spoconych jądrach sportowców z plakatu?
niedziela, 27 lipca 2008
Sexy baby

W Wysokich Obcasach tekst o kosmetykach i salonach piękności dla kilkuletnich dziewczynek, reklamowany na okładce alarmującym hasłem "Trening na Paris Hilton". W tekście przytoczono m.in. opinię pedagożki, zwracającej uwagę na problem seksualizacji dzieciństwa. W U.S.A. małym dziewczynkom (nawet trzyletnim!) maluje się paznokcie i robi się im makijaż, mają być małymi, ponętnymi kobietkami. To dobrze, że Obcasy poruszają ten problem na swoich łamach... tylko dlaczego w tym samym numerze reklamują kosmetyki dla dzieci, w tym zestaw lakierów do paznokci i szminek, oraz, uwaga, perfumy dla niemowląt od czwartego tygodnia życia...?

środa, 09 lipca 2008
Wg internautów śmierć to najlepsza samoobrona?

Na Wirtualnej Polsce opublikowano wiadomość o kobiecie z Indii, która popełniła samobójstwo (przez podpalenie się), aby uniknąć gwałtu. Wiele rzeczy w tej historii jest tragicznych, nie tylko samo usiłowanie gwałtu ze strony sąsiada, ale i kontekst, w którym zgwałcona kobieta będzie w Indiach uważana za zbrukaną, będzie dla społeczności nikim, więc woli się zabić. Czy gdyby ta kobieta mogła mieć nadzieję, że jako ofiara gwałtu będzie mogła liczyć na pomoc i wsparcie dla siebie oraz na karę dla sprawcy, to także wybrałaby śmierć, i to tak straszną? Dlaczego nie widziała innej drogi ratunku, czy mogła inaczej uniknąć gwałtu, czy mogła się jakoś bronić? Niestety, niektórzy polscy internauci, zamiast zastanowić się nad tym, wypisują pod tą infromacją komentarze w stylu:

"Takiej kobiecie gdybym mógł, to ukłoniłbym się do samych nóg. Naprawdę to co zrobiła... jest pełne podziwu. Zachowała swoją godność."

"Brawo, honorowa i czysta KOBIETA. Podoba mi się , że są jeszcze takie."

"dobrze zrobiła, godność jest cenniejsza niż życie wbijcie se to do łbów !"

Brawa i szacunek za to, że się zabiła? A gdyby się nie zabiła, to na szacunek by nie zasługiwała? Czy ci internauci właśnie tego chcą nauczyć swoje córki? Że w razie czego nie mają się bronić ani za wszelką cenę ratować swojego życia, tylko się zabijać w imię "czystości"? To zgwałcona kobieta ma się według nich czegoś wstydzić, a nie sprawca gwałtu?
Jak widać kwitną w Polsce mity na temat gwałtu. I jak tu się dziwić, że tak wiele gwałtów nigdy nie zostaje zgłoszonych na policji ani ujawnionych bliskim. Ofiary boją się wykluczenia, rozdrapywania ran, nierozumienia...
poniedziałek, 07 lipca 2008
Kombinuj, dziewczyno, nim twe wdzięki przeminą...

Zastanawiają mnie kryteria, jakimi kierują się "Wysokie Obcasy" wybierając "List tygodnia" z listów przychodzących do redakcji... W tym tygodniu nagrodzono taki oto list:

"Co prawda nie powiedziałeś mi, jak bohater piosenki swojej żonie, że sens życia gubisz i że zostawiasz mnie i dzieci z wanienką, by zacząć nowe życie z panienką, ale jak blisko byłeś takiej wypowiedzi, przekonały mnie rewelacyjne odkrycia tej wiosny. Najpierw przypadkowo trafiłam w komputerze na folder pod nazwą 'ulubione'. Po otwarciu go stanęłam w obecności kilkudziesięciu nie zawsze ubranych, ale prawie zawsze uśmiechniętych pań. (...) Potem zaczęłam kojarzyć pewne fakty (...) A to jak na wyprawie w góry pożerałeś wzrokiem moją młodszą koleżankę z biura, a po powrocie do domu okazało się, że na większości zdjęć na pierwszym planie wykadrowałeś interesujące Cię szczegóły jej anatomii. (...) Wtedy zdałam sobie sprawę, że deklarowany przez Ciebie brak ochoty na seks nie wynika wcale z braku potrzeb. To moje 36-letnie ciało ze śladami przebytych dwóch ciąż i nadwagą nie stanowi dla Ciebie atrakcji. Przyszło załamanie, płacz i nieprzespane noce. Ty podobno nie możesz na to nic poradzić, taką masz naturę. Szanujesz mnie i kochasz jako matkę Twoich dzieci, ale podobają Ci się ładne, szczupłe, no i młode panie.
O nie, kochanie, nie daruję Ci tego! Dziś już wiem, co robić. (...) udałam się do sklepu z kolorowymi fatałaszkami. Zamówiłam też kilka niby-ubranek na stronach internetowych z bielizną. Drakońska dieta przyniosła efekty. Tego lata to mnie podtatusiali panowie zaglądają w dekolt i zgadują kolor moich stringów. Czy wiesz, że w autobusie uśmiechnął się do mnie filuternie młodziutki chłopak? Dziś w kuchni zrobiłeś coś, czego od dawna nie miałam okazji doświadczyć. Objąłeś mnie i pocałowałeś w kark, mówiąc, że ładnie pachnę. I choć bliska byłam wypowiedzenia słów: 'Chyba się z tobą rozwiodę, zabiorę ze sobą młode, bo ty na moją urodę nie patrzysz już', postanowiłam się wstrzymać."

Brawo! W nagrodę za głodzenie się, zmianę stylu i przeistoczenie się w obiekt pożądania dla gapiących się w dekolt niewychowanych przechodniów, matka dwójki dzieci, które wcześniej ośmieliła się nie dorównywać modelkom (a to jędza!), otrzymuje prezent w postaci odzyskania uwagi partnera! Partner co prawda jest biologicznie przystosowany do obdarzania uwagą jedynie młodych lasek, no ale kto wie, może dalsze stosowanie "drakońskiej diety" utrzyma jego zainteresowanie.

Za ten wspaniały list, będąc przykładem prawdziwej walki ze sobą, jaką powinna toczyć każda współczesna kobieta, redakcja przyznała zestaw kosmetyków pielęgnacyjnych Mineral Care SPA! Dzięki ci, redakcjo! Wszak pielęgnacji nigdy za wiele, zwłaszcza, że dbamy o siebie dla faceta, a nie dla własnej przyjemności.

A czy partner czytelniczki również stara się być dla niej atrakcyjny? A kogo to obchodzi? Przecież nasza czytelniczka nie jest z natury przystosowa do uganiania się za przystojnymi, zadbanymi facetami. Jej naturalne powołanie to harówa przy dzieciach.
niedziela, 15 czerwca 2008
Zawłaszczanie cudzej tragedii
Słów kilka w nawiązaniu do mojej niedawnej notki:
 
Lech Kaczyński postanowił odznaczyć Agatę Mróz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne sportowe osiagnięcia i heroiczną postawę w walce z chorobą. Jej mąż odmówił przyjęcia tego orderu, nie chcąc, jak stwierdził, nadawać smutnej uroczystości politycznego wymiaru. Uważał też, że był czas na to, by odznaczyć Agatę, gdy jeszcze żyła. Spotkał się wówczas z atakami ze strony prawicowego publicysty i z oskarżeniami o to, że to właśnie on robi z pogrzebu żony sprawę polityczną, bo wykorzystuje go do wyrażenia swojej niechęci do prezydenta. Bez komentarza.
 
Cała sprawa dokładnie i ciekawie opisana jest na blogu Supergigant.
sobota, 14 czerwca 2008
Feminizm według Grocholi

W dzisiejszych Wysokich Obcasach opublikowano wywiad Jakuba Janiszewskiego z Katarzyną Grocholą. Można w nim znaleźć prawdziwe perełki:

"K.G. - Wojciech Eichelberger, moja ulubiona feministka, jest autorem tekstu, który powinien być sztandarowym tekstem wszystkich kobiet. (...)

J.J. - No a co się dzieje z panią, że dla pani naczelną feministką jest facet?

K.G. - A co w tym złego?

J.J. - A to, że ten ruch, jak mi się wydaje, służy temu, żeby dowartościować kobiety, żeby się same wyrażały i własnym głosem mówiły o swoich doświadczeniach.

K.G. - Nic na to nie poradzę, że najlepszy tekst na temat kobiet, jaki przeczytałam, napisał facet. I co? Mam powiedzieć, że to zły tekst, bo on ma jaja, a będzie dobry wtedy, jak będzie miał piersi? Tego właśnie nie znoszę. Że teraz mam mówić "jem widelcą", bo widelec jest rodzaju męskiego, a my chcemy, żeby był żeńskiego.

J.J. - Teraz sprowadza pani do absurdu całą sprawę "żeńskiej końcówki".

K.G. - Być może, ale w tekście manifowym w "Gazecie Wyborczej" kiedyś coś takiego przeczytałam. Wprowadźmy na siłę rodzaj żeński."

No cóż, z cytatu Grocholi wynika, że w tym tekście Eichelbergera nie ma tak naprawdę nic wielce odkrywczego. Ot, refleksja, że "jak kobieta chce iść do łóżka, to dziwka, a jak nie chce, to zimna". Może problem polega na tym, że chociaż feministki mówią podobne rzeczy na temat społecznej oceny zachowań kobiet, podwójnego standardu etc., to jednak Grocholi łatwiej jest je przyjąć z ust męskiego autorytetu?

Co do tej wypowiedzi z "widelcą"... co za kompromitacja! Może to miała być inteligentna ironiczna wypowiedź, ale niestety nie wyszło. "Kiedyś coś takiego przeczytałam". Kiedyś gdzieś coś podobnego jakieś feministki chyba postulowały... ;-) A może warto sięgnąć do źródeł, zamiast żyć wśród fantazji o "zajadłych feministkach" wprowadzających językowy terror i nie doceniających wybitnych męskich autorów?
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12

Wolnościowa Toplista