opowieści z życia fe!misia
środa, 26 września 2007
Światowy Dzień Antykoncepcji

Z okazji Światowego Dnia Antykoncepcji polecam film edukacyjny: 

Więcej o tej inicjatywie można przeczytać na stronie ponton.org.

09:46, m-a-g-a , INNE
Link Komentarze (5) »
Zestaw LEGO Belville Rewolucja

Na blogu klocki.blox.pl zamieszczono ostatnio ciekawy wywiad z Iskrą, jedną z niewielu kobiet działających w środowisku AFOLi, czyli dorosłych fanów LEGO (Adult Fans of LEGO). Na feministyczną refleksję z pewnością zasługuje poniższy fragment:

"- Dlaczego wśród AFOLi jest tak mało dziewczyn? Co powinno zrobic środowisko AFOLi żeby przyciagnac dziewczyny?

- Moim zdaniem, niewielka ilość dziewczyn w tym środowisku nie jest wynikiem jakichś jego konkretnych cech, czy wad. Wydaje mi się, że poszerzanie żenskiego grona AFOL-i leży nie w rękach nich samych, a w rękach LEGO. Już wyjaśniam: AFOL-e wyłaniają się niemal w 100% z rzeszy ludzi bawiących się w dziecinstwie klockami. (...) Rzecz w tym, że LEGO, chcąc zyskać jak najwięcej odbiorców wśród dziewczynek, wypuściło specjalnie dla nich serie typu Belville, które co prawda przyciągają ładnymi laleczkami, ciekawymi akcesoriami itp. ale niestety nie dają aż tak wielu możliwosci konstrukcyjnych jak klasyczne LEGO system. Składają się z dużych, gotowych elementów, mało tam podstawowych klocków budowlanych, które pozwalają na stworzenie czegoś własnego, a nie tylko modyfikacje na zasadzie przestawiania mebelków w zbudowanym wedlug instruckji domku. Belville takie właśnie jest i tak zostaje przez dziewczynki zapamiętane - jako kolejny domek dla lalek, o Scali w ogóle nie wspominając. (...) Wiele dziewczynek, wychowując się tylko na Belville nie zdaje sobie sprawy z ogromnego potencjalu twórczego, jaki niosą ze sobą klocki. (...) Podsumowując - żeby było więcej dziewczyn, należy, nieco absurdalnie, zaprzestać produkowania 'dziewczęcych' zestawów."

Jaka jest różnica między zestawami dla chłopców a zestawami dla dziewczynek? Zobaczcie sami:


Lego Mindstorms vs Lego Belville

Jak widać socjalizacja wzmacniająca u chłopców zdolności techniczne, a u dziewcząt zainteresowanie domem żyje i ma się świetnie. Oczywiście nikt nie zabrania dziewczynkom bawić się LEGO Mindstorms czy Technic, ani chłopcom bawić się Belville czy Scalą, jednak reklama robi swoje powielając płciowe stereotypy. Twórcy klocków wyraźnie mają inne propozycje dla chłopców, inne dla dziewczynek. Jak wyglądałoby połączenie tych dwóch tendencji? Mniej więcej tak jak laleczki Belville z mojego dzieciństwa, które chciały realizować się poza słodkimi, różowymi domkami:

wtorek, 25 września 2007
Nelly Rokita dokonała cudu

W ostatnim numerze "Przekroju" Magda Papuzińska pisze o Nelly Rokicie, że dzięki swojej odważnej decyzji:

"zrobiła dla zahukanych polskich kobiet więcej niż - z calym szacunkiem dla tych pań ale jednak - Manuela Gretkowska, Joanna Senyszyn, Anna Fotyga, Maria Kaczyńska oraz wszystki feministki razem wzięte".

Po pierwsze, skąd w tym gronie wzięły się Fotyga i Kaczyńska? Nie są to przecież osoby działające na polu praw kobiet. Wybaczcie, ale przytulenie w okresie przedwyborczym Czeczenki w szpitalu nie daje jeszcze nikomu miana aktywistki ruchu kobiecego.

Po drugie, to niesamowite, że Nelly Rokita zdołała jednym swoim politycznym posunięciem zrobić dla kobiet więcej niż "wszystkie feministki razem wzięte". To naprawdę cud, w jeden dzień zrobić więcej niż przez długie lata działalności zrobiły Urszula Nowakowska z Centrum Praw Kobiet, Joanna Piotrowska z Feminoteki, Wanda Nowicka z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Beata Kozak z Fundacji Kobiecej eFKa i ogromna rzesza mało medialnych feministek, które dzień w dzień pracują z kobietami - ofiarami przemocy, prowadzą telefony zaufania, przygotowują skierowane do kobiet projekty lokalne i ogólnopolskie akcje społeczne. Jestem pod wrażeniem!

Papuzińska, oprócz ostentacyjnego ignorowania działań polskiego ruchu kobiecego, wyraźnie daje Rokicie zbyt duży kredyt zaufania, pisząc o jej odpowiedzi na propozycję Kaczyńskiego:

"I Nelly Rokita uznała, że jeśli powie "tak", to nie tylko spelni swoje marzenie, nie tylko zmusi męża do podjęcia jakiejś decyzji, ale być może także zdoła coś zrobić dla polskich kobiet".

"Być może także"? Czy naprawdę z tego należy się cieszyć i wołać "Brawo, Nelly!", tak jak czyni to Magda Papuzińska?
środa, 19 września 2007
Partia Nagich Kobiet

Ratunku! Właśnie trafiłam w necie na plakat wyborczy Partii Kobiet i mnie zatkało:

I to by było na tyle, jeśli chodzi o zmianę wizerunku kobiet w sferze publicznej, o nowe standardy, o przełamanie schematów, o budowanie autorytetu kobiet jako polityczek. Do widzenia. Czlonkinie Partii Kobiet właśnie wpisały się w schemat "kobiety łagodzącej obyczaje wśród polityków", właśnie stały się kontrowersyjną ciekawostką, właśnie dały do zrozumienia, że zamiast głowy mają do zaoferowania coś zgoła innego.

Na stronie Partii Kobiet można przeczytać:

"Nie wstydzimy się naszej kobiecości. Ubrane czy nagie, nie jesteśmy tylko obiektem seksualnym. Mamy twarze, oczy, myśli i przekonania których potrafimy bronić."

Nie wstydzicie się kobiecości... Czyżby kobiecość składała się nagich piersi i pośladków? No cóż, tak właśnie będziecie odbierane - jako obiekty seksualne. I to na własne życzenie. Ja na pewno nie zagłosuję na Partię Kobiet. Zresztą dlaczego miałabym zagłosować - przecież ten plakat nie jest skierowany do mnie, tylko do rubasznych kolesi.

11:19, m-a-g-a , INNE
Link Komentarze (31) »
wtorek, 18 września 2007
Wina odbiorców

Niedawno pisałam o kampaniach społecznych, które uważam za raczej nietrafione i nieudolnie realizowane ("Profesjonalizm kampanii społecznych", "Matka Polka w pracy"). W międzyczasie akcja "Mama w pracy" wzbogaciła się o kolejny billboard z udręczoną matką, dzięki któremu w głowie zostaje przesłanie "ma dziecko - mniej płacić".

Artykuł z Gazety Wyborczej, dotyczący kontrowersji wokół przedstawiającego głuchoniemych spotu Towarzystwa Przyjaciół Integracji, przynosi wymowne podsumowanie tego, co myślą koordynatorzy kampanii społecznych o wątpliwościach adresatów ich działań:

"Dla mnie wszystko w tym przekazie jest bardzo czytelne. Wina leży po stronie odbiorców, którzy źle odbierają ten przekaz."

Oto słowa pani Teresy Ksieniewicz ze stowarzyszenia, które wymyśliło spoty. I wszystko jasne, przecież chodzi o to, żeby przekaz trafił do jego autorów, prawda?

poniedziałek, 17 września 2007
Mam homoseksualnych rodziców

Nie mam w domu telewizora od około dwóch lat, więc kiedy czasem przebywam u rodziców, zdarza mi się wpadać w stan wygłodzenia i oglądać wszystko jak leci, od TVP po MTV. Ten ostatni kanał z reguły rozczarowuje mnie programami typu "My own..." ("Będę twoją Jessicą Simpson, wybierz mnie, wybierz mnie!"), ale ostatnio zostałam mile zaskoczona. Natrafiłam na odcinek programu "True Life" pod tytułem "I Have Gay Parents".

 
Program opowiadał o codziennym życiu osiemnastoletniej Hope, adoptowanej w 1987 roku przez parę gejów, o dziewiętnastolatku imieniem Cooper, wychowywanym przez dwie lesbijki, z których jedna urodziła go dzięki skorzystaniu z banku spermy, oraz o Aidan, wychowywanej przez lesbijską parę aktywistce z konserwatywnego miasteczka. Zainteresowanych szczegółami tych historii odsyłam do strony True Life. W każdym razie są one doskonałą odpowiedzią na pełne paniki sugestie, jakoby nie było wiadomo "co potem wyrasta z takich dzieci!". Otóż wyrastają z nich zwyczajni ludzie, zapewniam.
 
Co prawda obecność odcinka o homoseksualności wsród odcinków o tytułach: "Żyję w długach", "Prowadzę podwójne życie", "Jestem właścicielem broni", "Biorę sterydy" czy "Mam autyzm" może na pierwszy rzut oka budzić sprzeciw i niepokoić swoim kontekstem, jednak zarówno w samym programie, jak i na jego stronie internetowej, to wyraźnie homofobia i dyskryminacja uważane są za społeczny problem.
21:17, m-a-g-a , lgbt
Link Komentarze (6) »
niedziela, 16 września 2007
Why Oh Why

Tytuł tej notki nie jest wyrazem mojej fascynacji talentem Celine Dion, lecz nawiązaniem do łańcuszka, do którego zaprosił mnie KiK. Mam odpowiedzieć na pytanie: "Dlaczego piszesz?!". A zatem:

Po pierwsze, dla odreagowania otaczającej mnie rzeczywistości. Kiedy natrafiam na jakiś medialny bełkot, zamiast pogrążać się we frustracji, cieszę się z niezłego kąska na bloga. A w każdym razie dążę do takiego wyrachowanego podejścia. ;-)

Po drugie, mam nadzieję, że zainspiruję kogoś do przemyślenia swoich poglądów na temat feminizmu.

Po trzecie, lubię na bieżąco otrzymywać informacje zwrotne od czytelników. Zarówno te krytyczne (nie licząc oszołomskich), jak i te identyfikujące się z moimi poglądami. Po prostu Web 2.0. ;-)

 

Do udziału w zabawie zapraszam autorki poniższych blogów (jeśli tylko mają na to ochotę):

Siostra w Europie

Vierablu w Londynie

Bumelka

sobota, 15 września 2007
Zaszłaś? Urodziłaś? Przeproś!

Wpadłaś ze swoim chłopakiem, a on ulotnił się, bo "nie jest jeszcze gotowy na bycie ojcem"? Powinnaś go przeprosić. Twój facet namawiał cię do aborcji, a ty zdecydowałaś się jednak urodzić? Przeproś go. Ciągasz po sądach swojego byłego męża, bo nie płaci alimentów? Błagaj go o wybaczenie, egoistko.

Przesadzam? Odbiło mi? Ależ nie są to moje pomysły, tylko zalecenia psychoterapeutki Zofii Milskiej - Wrzosińskiej, przedstawione w artykule pt. "Przypadkowy ojciec". Tekst zaczyna się od listu pani Ilony, która pisze:

"Miesiąc temu urodziłam synka. Z jego ojcem nie utrzymuję żadnych kontaktów. Poznaliśmy się w zeszłym roku w czasie wakacji i spotykaliśmy przez pewien czas. Nie była to żadna wielka miłość, ale było nam ze sobą dobrze. Po trzech miesiącach okazało się, że jestem w ciąży. Nie planowałam dziecka, ale kiedy już okazało się, że jest, cieszyłam się. Mirek powiedział jednak, że nie czuje się jeszcze gotowy na to, żeby być ojcem. (...) Nie odezwał się do mnie ani razu w czasie ciąży. Kiedy mały się urodził, zadzwoniłam do niego, żeby mu o tym powiedzieć. Potraktował mnie chłodno i powiedział, że go to nie interesuje i nie chce nawet zobaczyć dziecka. Nie wiem, co robić dalej? (...)"

Co radzi pani Ilonie nasza szanowna terapeutka? Tłumaczy jej, jak ma uzyskać alimenty? Podpowiada, jak można starać się zbudować relację ojca z synem? Ależ skąd! Zofia Milska - Wrzosińska odpowiada:

"Pani Ilona w swoim liście pisze, że przypadkowo i na bardzo wczesnym etapie znajomości zaszła w ciążę ze znajomym z wakacji, z którym nie łączyło jej żadne szczególne uczucie. W powstałej sytuacji - nie biorąc pod uwagę planów i uczuć przelotnego partnera - postanowiła urodzić dziecko i uczynić go ojcem. (...) autorka listu zastanawia się, czy ktoś taki w ogóle zasługuje na to, by być ojcem. Refleksja ta wydaje się jednak spóźniona. Były partner pani Ilony już jest - zresztą na mocy jej decyzji - ojcem dziecka (...)."

O jakiej decyzji mówi Milska - Wrzosińska? Czyżby sugerowała, że pani Ilona mogła usunąć ciążę, a jeśli tego nie zrobiła, nie ma prawa do jakichkolwiek oczekiwań? Jeśli tak - od kiedy aborcja na życzenie jest w Polsce legalna? Czyżby czytelniczka była namawiana przez terapeutkę do łamania prawa? I dlaczego podstawą do podejmowania decyzji o aborcji miałyby być uczucia nieodpowiedzialnego kolesia, który, jak widać, jest niezdolny do empatii?

Poza tym, od kiedy jakiekolwiek metody antykoncepcji dają 100% pewności? Czy pan Mirek nie wiedział, czym może skończyć się seks?

"(...) Czy panie, które ferują potępiające wyroki, są w stanie wyobrazić sobie, jak czuje się mężczyzna, którego potencjałem rozrodczym zadysponowano z zaskoczenia, poza jego wolą i decyzją? Nie wiadomo, czy pani Ilona w stosownym momencie poinformowała partnera, że nie jest w pełni zabezpieczona przed ciążą i czy pan Mirek miał okazję przekazać - werbalnie lub nie - komunikat w rodzaju: "Wiesz, może lepiej dajmy sobie spokój". Nie jest to takie pewne. Psychoterapeuci mają okazję wysłuchiwać wielu relacji mężczyzn zgłaszających się na konsultację w stanie przygnębienia i bezradnej furii, ponieważ najpierw partnerka zapewniła, że ciąża jest absolutnie niemożliwa, a potem - ku zaskoczeniu i przerażeniu chwilowego kochanka - poinformowała, że "udało się" (...)."

Zadysponowano z zaskoczenia? Poza jego wolą? Czyżby pan Mirek został zgwałcony? Nie wiadomo, czy pani Ilona poinformowała o braku zabezpieczenia, genialne. A do czego służy prezerwatywa? Czy bezwolny pan Mirek nie mógł jej założyć? A może chciał "wyciągnąć we właściwym czasie"? Skąd ta obłudna pewność, że to była decyzja Ilony, skoro wyraźnie pisze, że nie planowała dziecka?

"(...) Wydaje się, że jak dotąd autorka listu nie za dobrze rozporządziła swoim życiem. Zapewne miała ku temu psychologiczne powody, które można by rozwikłać w toku psychoterapii, ale nie ulega wątpliwości, że ostateczny rezultat nawet dla niej samej nie jest zbyt korzystny, pomijając już inne uwikłane w to istoty, czyli dziecko od początku obarczone odrzuceniem i partnera obciążonego niezamierzona odpowiedzialnością."

Powyższy cytat to już wypowiedź ewidentnie niezgodna z etyką zawodu psychologa. Powinnaś iść na terapię, ale jesteś tak beznadziejnym przypadkiem, że i tak byłaby ona nieskuteczna. Żenujące.

"Ale cóż, rzecz już się stała, rozważmy zatem, co autorka listu może zrobić teraz. Może warto zacząć od przeproszenia partnera za to, że został - trywialnie to ujmując - po prostu wrobiony, nawet jeśli nie było to świadomą intencją partnerki."

Kto tu powinien kogo przeprosić? Jak na razie to pani Ilona została wrobiona w dziewięć miesięcy ciąży, poród, samodzielną opiekę nad dzieckiem i wydatki z tym związane. Pan Mirek został co najwyżej wrobiony w święty spokój.

"Przydałoby się umówić z nim na osobiste spotkanie (na początek raczej bez dziecka) i bez nacisku ustalić, jakie są jego zamiary i deklaracje w zaistniałej sytuacji. (...)"

Bez nacisku? Ależ dziecku alimenty się po prostu należą i nie ma co czekać na dobrą wolę opieszałego Mirka. Ratunku, jak można było opublikować tak obraźliwy artykuł na eDziecku?

Tak wielu mężczyzn w Polsce uchyla się od płacenia alimentów. Dotychczas zastanawiano się, jak można wyegzekwować od nich pieniądze dla ich własnych dzieci. A tu się okazuje, że zamiast tego należy ich wszystkich po prostu przeprosić.

 
1 , 2

Wolnościowa Toplista