opowieści z życia fe!misia
poniedziałek, 29 października 2007
Coraz bliżej święta...

Hm, skoro 21 października był nowym 13 grudnia, to już za trzy dni będzie Wigilia. Tym samym Zaduszki stają się Bożym Narodzeniem... Macie już prezenty?

15:37, m-a-g-a , INNE
Link Komentarze (10) »
niedziela, 21 października 2007
Wybory Mistera Polski 2007

Opublikowany na portalu TVN24 artykuł pt. "Kobiety (wreszcie) mają głos" kończy się poniższymi, jakże błyskotliwymi, refleksjami:

"Choć większość konstytucji demokratycznych w rozdziale wybory nie rozróżnia już płci głosujących i kandydatów, dyskusje o słuszności przyznania paniom praw wyborczych nie milkną. A argumentów dostarcza szereg badań socjologicznych.

Po pierwsze przy wyborze panie kierują się przede wszystkim.... płcią. Narzekając na to, że w Sejmie jest za mało kobiet, same pozbawiają się reprezentantek w przeważającej większości głosując na mężczyzn. Kobiet nie interesuje też program kandydata, a jego uroda, ogólna prezencja i... życie prywatne.

Z innych badań wynika natomiast, że mała jest celowość przyznania kobietom prawa głosu, bo większość z nich i tak głosuje dokładnie tak jak ich mężowie. To tylko zwiększa liczby głosów, nie zmieniając proporcji wyników.

Wywalczonego prawa kobietom dziś już nikt nie ośmieli się odebrać. Ale, drogie panie, warto pokazać, że wasz głos się liczy."

Hm, po lekturze tego tekstu czuję się nieco zdezorientowana. Nie wiem teraz, czy poprosić partnera o wskazanie mi właściwego kandydata, czy jednak zagłosować na największe ciacho na liście?

Chętnie zapoznałabym się z tym szeregiem bliżej nieokreślonych badań. Na pewno są fascynujące, skoro na ich podstawie wysnuto tak daleko idące wnioski. A może autor (autorka?) tekstu niewiele z nich zrozumiał? To przecież nic zaskakującego, że kobiety (tak jak mężczyźni) częściej głosują na mężczyzn, skoro to właśnie mężczyźni najczęściej kandydują. W dzisiejszych wyborach startuje jedynie 23% kobiet. Statystyka się kłania... 

PS. Szczerze mówiąc nie dziwię się, że ten paternalistyczny bełkot nie jest podpisany imieniem i nazwiskiem...

poniedziałek, 15 października 2007
Oto jest pytanie

Jest wiele akcji społecznych, które namawiają nas do wzięcia udziału w wyborach:

Wybieram.pl

"Daj Głos!"

"Głosuj w rękawiczkach"

Glosujmy.org

"Nie oddawaj kraju walkowerem"

"Zmień Kraj. Idź na wybory."

"Nie rydzykuj. Głosuj. Urna twoja mać"

"Masz glos, masz wybór"

Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko dać się przekonac ktorejś z nich. Której? To już zależy od nas. Najbardziej przemawiają do nas neutralne hasła o obywatelskim obowiązku? A może akcje namawiające do walki z moherowym zagrożeniem, wcale nie ukrywające poglądów twórców? Jest z czego wybierać. Niestety, akcji zniechęcających do głosowania jeszcze więcej, m.in:

"Hy hy hy, nie można zgwałcić prostytutki, stworzymy nowe etaty... za seks"

"Dwa razy więcej komputerow w szkołach, zupełnie nowy wizerunek i tajemnicza choroba egzotyczna"

"Trzy miliony mieszkań, walka z układem i inni szatani"

"Klopot z ewolucją, święta polska rodzina i ochrona poczętych"

"Poglądy?! Tego nie można nam zarzucić! Czyli prawica w przebraniu"

"Jesteśmy nagie, nie mamy niczego, nawet programu (napiszą go eksperci)"

"Zawsze blisko ludzi... i daleko od problemów społecznych"

"Cywilizacja życia (z wyłączeniem życia ciężarnych kobiet)"

"Na Manifie nie wypowiedzą się w tym roku żadni politycy! Oprócz nas, oczywiście"

"Gwałt na żonie? To niemożliwe, mąż ma swoje prawa"

Może zamiast tych licznych kampanii nakłaniających do głosowania przydałby się jakiś kalkulator mniejszego zła?
10:21, m-a-g-a , INNE
Link Komentarze (21) »
sobota, 13 października 2007
Czcij matkę swoją

W dzisiejszej Wyborczej (s.11) znaleźć można krótką notkę o niebezpiecznych aborcjach, a w niej takie oto zdania:

"Aborcje te są wykonywane nielegalnie bądź przez ludzi o niewystarczająych kwalifikacjach. To z kolei grozi śmiercią (pozostałe dzieci stają się sierotami), nieodwracalnymi powikłaniami czy bezpłodnością."

Zastanawia mnie ta informacja podana w nawiasie. Co ma na celu? Wygląda to tak, jakby należało wyrażać żal z powodu śmierci kobiet poddających się nielegalnym aborcjom, tylko z tego powodu, że osierociły swoje dzieci. Sama kobieta nie jest warta naszego współczucia? Ten nawias to takie zastrzeżenie, które gdzieś wpisuje się w poglądy typu "zmarła po nielegalnej aborcji - sama tego chciała, morderczyni" albo "niech kobieta w ciąży zagrażającej jej życiu zrobi aborcję, potem dzięki temu będzie mogła urodzić inne dzieci, a tak to umrze i kobieta, i płód". Tak jakby ilość życia w ostatecznym rozrachunku była tu kluczowa. Albo jakby dobro dziecka lub płodu było zawsze nadrzędne w stosunku do dobra matki.

Podobnie jest z kampanią społeczną promującą ustępowanie miejsca w komunikacji miejskiej kobietom w ciąży. Jej hasło to "Podróż męczy nie tylko przyszłą mamę. Ustąp miejsca dziecku w drodze". A gdyby męczyło tylko przyszłą mamę, to już ustąpienie miejsca nie byłoby konieczne?

Dlaczego kiedy kobieta jest w ciąży, lub już została matką, to jej dobrostan i zdrowie schodzą na drugi plan? Drastycznym przykładem konsekwencji takiego podejścia jest śmierć młodej dziewczyny chorej na zapalenie jelita, która zmarła po tym, jak lekarze odmówili jej leczenia. Dlaczego? Nie chcieli ryzykować tego, że płod na tym ucierpi.

To wszystko kojarzy mi się z pewnym słynnym rysunkiem:

Marek Raczkowski, "Przekrój"
piątek, 12 października 2007
Idiotyzmy za sześć milionów

W przedwyborczym okresie staram się unikać mediów, bo są w nich głównie kolejne nagonki, oszerstwa, pokazy kreowania się na ofiary, komedie towarzyszące przyjmowaniu i odrzucaniu zaproszeń do debaty, straszliwe choroby egzotyczne, obietnice bez pokrycia i idiotyczne spoty wyborcze obrażające inteligencję widzów. Te ostatnie praktycznie nie zajmowały dotąd mojej uwagi. Niesłusznie, jak się okazuje. We wczorajszym "Przekroju" ("Kampania tylko dla bogatych", Grzegorz Rzeczkowski) czytamy:

"(...) emisja słynnych spotów "Układ" i "Salon" kosztowała ponad sześć milionów złotych, zaś na billboardy z napisem "Oszukali" PO jeszcze we wrześniu wydała półtora miliona." 

Skąd pochodzą te idiotycznie wydane pieniądze? Oczywiście z naszych kieszeni.

Uważam, że subwencje i dotacje na kampanię wyborczą powinny zostać zlikwidowane, zwłaszcza, że nie służą merytorycznej debacie, tylko durnym przepychankom.

sobota, 06 października 2007
feminizm.blox w "Przekroju"

Moja polemika z felietonem Magdy Papuzińskiej została opublikowana w "Przekroju". Oto, jak odpowiada mi autorka tekstu:

"Czuję się zaszczycona tą gwałtowną reakcją pań na mój komentarzyk. Okazuje się, że Nelly Rokita nie tylko wyeliminowała swojego konserwatywnego męża z polityki, ale też do tego stopnia rozwścieczyła kilka działaczek kobiecych, że oderwały się na chwilę od żmudnej pracy u podstaw, żeby zabrać głos w debacie publicznej na mój temat. A ja noszę na głowie egzaltowany wianek z polnych kwiatów, kapelusz, moherowy beret, czarczaf, ślubny welon, kołtun lub też golę głowę na łyso - zaleznie od okoliczności. I uwielbiam, gdy emancypantki się jednoczą w walce o swoje prawa." Magda Papuzińska

Co Pani chciała przekazać tą wyliczanką, pani Magdo? Że nie ma Pani poglądów? Bo jeśli miało to pokazać "wznoszenie się ponad wszelkie podziały", to wypadło dość blado i naiwnie. Poza tym nie "rozwścieczyła mnie Nelly Rokita", tylko zirytowała mnie Pani niekompetencja. Polecam wypowiedzi Nelly Rokity, które dobitnie świadczą o jej potencjale, niezależności i rzekomym wyeliminowaniu męża:

"Najważniejsze dla kraju jest to, aby Jana Rokitę wykorzystać w rządzeniu. On wróci - zapewnia Nelly Rokita. Przyznaje, że nie będzie w stanie zrobić dla polityki tyle, co jej mąż. - Ja jestem numer dwa i w domu, i w polityce - twierdzi doradczyni prezydenta do spraw kobiet. Rokita nie ma wątpliwości, że jej mąż znajdzie dla siebie pracę w polityce."

czwartek, 04 października 2007
Miłe dziewczyny i wstrętne prostytutki

Marta Nieradkiewicz, aktorka serialu "Barwy szczęścia", w wywiadzie dla Tele Tygodnia narzeka na szufladkowanie jej jako wrażliwej, słodkiej osoby i mówi, że chętnie zagrałaby rolę "kobiety złej i zepsutej. Choćby nawet prostytutki".

Ciekawe pierwsze skojarzenie ze złem i zepsuciem... W tej wypowiedzi mamy wszystko: pogardę, druzgocący osąd moralny. I oczywiście zupełną ignorancję. Ciekawę jak Marta Nieradkiewicz sobie wyobraża te złe i zepsute prostytutki. Może jako wyuzdane, bezmyślne kobiety, którym się nie chce zarabiać w inny sposób? Może myśli, że "ona by nigdy, w żadnych okolicznościach...". Niesety, nic bardziej błędnego.

środa, 03 października 2007
Męskość to zabijanie?

Wracając do dyskusji na temat zabawek i płciowej stereotypizacji, chciałabym odnieść się do wypowiedzi jednej z internautek.

Kobietowkryzysie, napisałaś:

"Identyfikacja z własną płcią wydaje mi się potrzebna do ustalenia własnej tożsamości w wieku dojrzewania. Mój syn dostarczył mi przykładów, że "męskość" jest w genach: miał siostry, starałam się go wychować na pacyfistę, a od maleńkości rzucał się w sklepie na młotki i czołgi."

Skąd ten znak równości między męskością a czołgiem, między męskością a zabijaniem...? Piszesz o ważnym procesie kształtowania się tożsamości. Ja nie chciałabym, żeby tego typu tożsamość ujawniła się w moim dorastającym synu... Dziwi mnie to, że uznajemy czołg za zabawkę typową i naturalną dla dwulatka, a nawet za rzecz "siedzącą w jego genach". Czy nie jest to raczej jaskrawy przykład socjalizacji? Innymi słowy - zrównywaniu męskości z zabijaniem mówię zdecydowane nie.

Wolnościowa Toplista