opowieści z życia fe!misia
wtorek, 27 listopada 2007
Eichelbredzer

W "Dużym Formacie" opublikowano długi wywiad Bożeny Asamit z Wojciechem Eichelbergerem. Abiekt zdążył już skomentować jedną z wypowiedzi polskiego psychologicznego guru. Chodziło o poniższą tezę W.E.:

"Zaryzykowałbym jednak przypuszczenie, że coraz powszechniejszy męski homoseksualizm jest wielkim wołaniem o prawdziwego ojca."

Jak łatwo można się domyslić, Abiekt prosi W.E. o jakieś konkretne dane na ten temat. Ale danych oczywiście w tym tekście nie znajdziemy. Eichelberger głównie spekuluje i snuje psychoanalityczne wizje, które mają dostarczyć odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie tylko na te związane z homoseksualnością.

***

Pozwolę sobie skomentować co ciekawsze fragmenty wywiadu.

"Chłopcy mają instynkt eksploracji i walki, konstruowania i budowania, organizują sobie próby odwagi i inicjacje, szukają ryzyka, zbierają siniaki i blizny. Ojcowie rozumieją to lepiej niż matki."

Biologiczny determinizm... Chłopcy z natury eksplorują otoczenie i są kreatywni? A może jednak bardziej się ich do tego zachęca? Czy W.E. tym samym sugeruje, że dziewczynki w przeciwieństwie do chłopców są chęci eksploracji pozbawione?

"W miarę postępu rewolucji przemysłowej i informatycznej zanika gatunek ojców samodzielnych, wszechstronnych i niezależnych - gospodarzy i właścicieli - potrafiących budować, polować, hodować, uprawiać, naprawiać, walczyć, bronić, śpiewać i tańczyć - a także prawdziwie cieszyć się synem jako naturalnym spadkobiercą ojcowskiej duchowej i materialnej schedy. (...) W przeszłości zainteresowanie ojca synem wiązało się z koniecznością przekazywania mu dorobku życia, fachu i warsztatu pracy. Ojciec musiał syna wiele nauczyć, aby to, czego wcześniej dokonał, nie zmarnowało się. (...) Sytuacja zewnętrzna czyniła z rodziny autonomiczny, spójny i odporny organizm, zdolny do przetrwania na przekór wszystkiemu. Ze względu na ekonomiczną i społeczną pozycję mężczyzn, od których sprawności i możliwości tak wiele zależało, związki ojców z synami były wówczas szczególnie ważne i mocne."

Mój partner, który jest historykiem,ma wiele do powiedzenie na temat takich uproszczonych i naiwnych wizji "dawnych czasów". Moze W.E. pokusiłby się jednak o sięgnięcie do źródeł lub do historycznej literatury na temat ojcostwa?

Zwiazki ojców z synami może i były mocne, ale czy były to związki uczuciowe? Bo to przecież o opiekęm, związek emocjonalny, rozmowę i miłość chodzi w akcji "Powrót taty", a nie o przekazywanie dzieciom wykonywanego zawodu.

"Proces degradacji tradycyjnej rodziny trwa od setek lat, a stworzenie recepty na jej zdrowe funkcjonowanie we współczesnym świecie to zapewne zadanie dla kilku pokoleń."

Tradycyjnej, czyli jakiej? Przecież rodzina przechodzi ewolucję. Rodzina nuklearna nie mogła być w kryzysie jeszcze przed swoim powstaniem. ;-)

"Otwartym lub ukrytym - pod maską nadopiekuńczości - gniewem matka nieświadomie kastruje chłopca psychicznie. Nadmiernie ogranicza jego wolność i inicjatywę, a tym samym możność nabywania podstawowych atrybutów męskości, tj. zaufania do siebie, zdolności do konfrontacji i walki, odwagi, odporności, sprawności."

To są atrybuty męskości? A ja myślałam, że zaufanie do siebie powinno się zaszczepić w każdym dziecku, nie tylko w chłopcach... Także odporność, odwaga etc. to cechy przydatne każdemu.

"B.A. - Część mężczyzn w końcu zabiera się do wychowania synów, gdy przestają być kłopotliwi - sami już jedzą, ubierają się i korzystają z ubikacji.

W.E. - Niestety, zbyt często u ojców wygrywa pokusa uczynienia z synów swoich kibiców i wielbicieli. Wynikająca z niskiego poczucia wartości potrzeba imponowania synom może ojcom mylić się z miłością. (...)"

No cóż, odpowiedź jest nie na temat. Ojcom nie chce się zmieniać pieluch bo mają niskie poczucie własnej wartości? A może po prostu są zbyt leniwi?

"Synowie ojców jednoznacznie negatywnych, np. nadużywających używek i przemocy, paradoksalnie mogą łatwiej rozwiązać problem ojca. Często budują swoją tożsamość, podążając w zupełnie inną stronę niż ich ojcowie. Pracują nad sobą, dojrzewają, aktywnie poszukują pozytywnych wzorców."

Tą śmiąłą wizję rownież dobrze byłoby podeprzeć danymi...

***

Potem następuje klasyfikacja zdradzających ojców, zdradzanych synów i toksycznych matek, pełna uproszczeń i rodzinnego determinizmu. Wśród ojców zdradzających swoich synów znaleźć można ojców niszczących, bijących, nieobecnych, pantoflarzy i tak dalej....

***

"B.A. - Jeśli kobieta zakocha się w "zdradzonym", to jest już zatopiona. Przed nią życie z domowym wagarowiczem, przemocowcem albo narcyzem.

W.E. - Wybór takiego partnera - z reguły nieświadomy - wskazuje na to, że kobieta ma własne kłopoty ze sobą i z mężczyznami. Gdyby ich nie miała, to z pewnością nie związałaby się na stałe z partnerem tak bardzo skłonnym do zdradzania ewentualnego przyszłego syna, a nierzadko i jej samej."

No tak, kobieta ma problem ze sobą, wiążąc się z zaburzonym facetem. Ale skoro wg W.E. zaburzony jest właściwie każdy (bo czy ojcowie obecnych dwudziesto-trzydziesto-czterdziestolatków spędzali z nimi dużo czasu, opiekowali się nimi?), to jak można oskarżać kobietę o nietrafione wybory. Tego wyboru przecież nie ma.

Po chwili czytamy, że:

"Winna jest bowiem tylko klątwa pokoleń, które nieświadomie i bezrefleksyjnie powielały obowiązujące kulturowe wzorce rodzinne i wychowawcze."

Ale przecież kiedyś było lepiej, jak twierdzi W.E., ojcowie przekazywali synom swą schedę, nawiazywali męską więź, więc dlaczego powielanie starych wzorców jest nagle złe? Czy aby Eichelberger sam tu sobie nie zaprzecza?

"Niedojrzała seksualność takiego syna/opiekuna w połączeniu z lękiem przed odejściem od matki i tęsknotą za ojcem wyrażać się może tendencją do wchodzenia w kontakty seksualne z dziećmi, bo jedynie z nimi czuje się bezpiecznie. Ogrom wyrządzanego przy tej okazji zła na ogół nie dociera do jego świadomości."

No tak, pewnie, że nie dociera. Rozgrzeszmy męzczyzn, przecież to skrzywdzeni chłopcy, którzy nie odpowiadają za to, co robią.

"B.A. - Jaką krzywdę wyrządzili rodzice takim mężczyznom, którzy o całe zło świata obwiniają kobiety?

W.E. - Tak uważają dorośli chłopcy, którzy nie wiedząc o tym, noszą w sercu żal, strach i gniew przeniesiony z dzieciństwa w dorosłe życie. Zostali zdradzeni przez ojca i pozostawieni sam na sam z agresywną, niepanującą nad emocjami, pełną żalu i seksualnie zaniedbaną matką. Stali się jej uwiedzioną i zarazem przerażoną ofiarą."

To mój ulubiony fragment. Kwintesencja wizji straszliwej matki.

"Bycie na przemian uwodzonym i w poniżający sposób odrzucanym przez matkę może spowodować, że na resztę życia chłopiec straci ochotę i możliwość zbliżenia się do kobiety. W skrajnych wypadkach wyparta nienawiść do matki w połączeniu z przemożną potrzebą doświadczania bliskości z kobietą mogą nas zaprowadzić na tragiczne i przerażające manowce okrucieństwa i gwałtu."

Ach, ci gwałciciele, pionki w rękach straszliwych matek...

"Gdy ojciec jest uległy, zalękniony, upokarzany przez dominującą, autorytarną matkę, wtedy syn, patrząc na ojca, myśli: "Nie chcę być taki jak on". Takie postanowienie zawiera w sobie potencjalną groźbę odmowy bycia mężczyzną dla kobiet, a nawet bycia mężczyzną jako takim."

Ciekawe co znaczy "odmowa bycia męzczyzną jako takim"? Eichelbergerowi chodzi o operację zmiany płci? Chyba nie. Więc o co? Moze o utratę naturalnego instynktu eksploracji?

***

 

Tych, którzy czują niedosyt fatalistycznych wizji niepopartych danymi, zapraszam do źródła.

poniedziałek, 26 listopada 2007
To niemowlęta jedzą w nocy?!

Polecam nowy numer "Pani". Piotr Kraśko dzieli się w nim swoimi przemyśleniami na temat relacji z dzieckiem ujawniając przy tym swoją niebywałą ignorancję. I nie chodzi tu bynajmniej o to, że półrocznemu synkowi kupi na święta piłkę i rower. Nie czepiajmy się zanadto.

Otóż, zdaniem Kraśki, kobiety odczuwają czystą przyjemność wstając w nocy do dziecka co dwie godziny (w przeciwieństwie do mężczyzn, oczywiście). Na pewno zaś tą przyjemność odczuwa jego partnerka. Ponadto, nasz wspaniały tata dopiero po jakimś czasie odkrył, że jego partnerka karmi w nocy dziecko. Obydwoje, i matka, i syn, zachowywali się tak cicho i "idealnie", że głowa rodziny nie tylko nie musiała brać udziału w nocnej opiece nad niemowlakiem, ale nawet nie musiała o niej wiedzieć. Ciekawe po jakim czasie Kraśko odkryje, że niemowlęta nie korzystają z sedesu i nie ubierają się same...
 
Cudowne. Rodzinna sielanka. Pozazdrościć związku.
poniedziałek, 12 listopada 2007
Molestafera

Mam już naprawdę dość wszechobecnego określenia "seksafera". Wszędzie widzę nagłówki typu "Nowe zarzuty w seksaferze" albo "Trwa śledztwo dotyczące seksafery", nawet na feministycznych portalach.

"Aferę" w Samoobronie śmiało można diagnozować, ale skąd ten "seks"? 

Gdyby lider opozycji miał płomienny romans z prezydentową, wtedy można by mówić o obyczajowo-politycznej seksaferze. Ale gwałt i molestowanie to nie żaden seks, to przemoc. Takie bagatelizujące określenia jak "seksafera" zakrywają sedno problemu, którym przecież nie jest seks!

To po prostu krok wstecz, jeśli chodzi o walkę z molestowaniem.

poniedziałek, 05 listopada 2007
Pytania na dziś

Dlaczego "Gazeta Wyborcza" publikuje bełkot autorstwa Marka Jurka?

"Chciałbym, by jej [encykliki Evangelium vitae] zasady były najszerzej uznawane za normatywne, ale skoro nie zawsze są - lepiej, by były uczciwie dyskutowane, niż ignorowane."

"Owszem, zaskoczyło mnie to, że parę tygodni po tym, gdy Benedykt XVI odmówił poparcia Stolicy Apostolskiej dla konwencji ONZ o osobach niepełnosprawnych z powodu pomijania praw osób niepełnosprawnych przed urodzeniem, tak wielu polityków PiS i PO wychwalało pozbawienie ich prawnej ochrony w Polsce." 

Czyżby w "Gościu Niedzielnym" było już za mało miejsca na tego typu teksty?

 

Czy po papieskim apelu do aptekarzy o odmawianie sprzedawania antykoncepcji przyjdzie czas także na apel do urzędników o odmawianie udzielania rozwodów? A może papież w końcu skoncentruje się na odmawianiu pacierza, zamiast na odgórnym egzekwowaniu od ludzi nakazów religii katolickiej?
poniedziałek, 29 października 2007
Coraz bliżej święta...

Hm, skoro 21 października był nowym 13 grudnia, to już za trzy dni będzie Wigilia. Tym samym Zaduszki stają się Bożym Narodzeniem... Macie już prezenty?

15:37, m-a-g-a , INNE
Link Komentarze (10) »
niedziela, 21 października 2007
Wybory Mistera Polski 2007

Opublikowany na portalu TVN24 artykuł pt. "Kobiety (wreszcie) mają głos" kończy się poniższymi, jakże błyskotliwymi, refleksjami:

"Choć większość konstytucji demokratycznych w rozdziale wybory nie rozróżnia już płci głosujących i kandydatów, dyskusje o słuszności przyznania paniom praw wyborczych nie milkną. A argumentów dostarcza szereg badań socjologicznych.

Po pierwsze przy wyborze panie kierują się przede wszystkim.... płcią. Narzekając na to, że w Sejmie jest za mało kobiet, same pozbawiają się reprezentantek w przeważającej większości głosując na mężczyzn. Kobiet nie interesuje też program kandydata, a jego uroda, ogólna prezencja i... życie prywatne.

Z innych badań wynika natomiast, że mała jest celowość przyznania kobietom prawa głosu, bo większość z nich i tak głosuje dokładnie tak jak ich mężowie. To tylko zwiększa liczby głosów, nie zmieniając proporcji wyników.

Wywalczonego prawa kobietom dziś już nikt nie ośmieli się odebrać. Ale, drogie panie, warto pokazać, że wasz głos się liczy."

Hm, po lekturze tego tekstu czuję się nieco zdezorientowana. Nie wiem teraz, czy poprosić partnera o wskazanie mi właściwego kandydata, czy jednak zagłosować na największe ciacho na liście?

Chętnie zapoznałabym się z tym szeregiem bliżej nieokreślonych badań. Na pewno są fascynujące, skoro na ich podstawie wysnuto tak daleko idące wnioski. A może autor (autorka?) tekstu niewiele z nich zrozumiał? To przecież nic zaskakującego, że kobiety (tak jak mężczyźni) częściej głosują na mężczyzn, skoro to właśnie mężczyźni najczęściej kandydują. W dzisiejszych wyborach startuje jedynie 23% kobiet. Statystyka się kłania... 

PS. Szczerze mówiąc nie dziwię się, że ten paternalistyczny bełkot nie jest podpisany imieniem i nazwiskiem...

poniedziałek, 15 października 2007
Oto jest pytanie

Jest wiele akcji społecznych, które namawiają nas do wzięcia udziału w wyborach:

Wybieram.pl

"Daj Głos!"

"Głosuj w rękawiczkach"

Glosujmy.org

"Nie oddawaj kraju walkowerem"

"Zmień Kraj. Idź na wybory."

"Nie rydzykuj. Głosuj. Urna twoja mać"

"Masz glos, masz wybór"

Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko dać się przekonac ktorejś z nich. Której? To już zależy od nas. Najbardziej przemawiają do nas neutralne hasła o obywatelskim obowiązku? A może akcje namawiające do walki z moherowym zagrożeniem, wcale nie ukrywające poglądów twórców? Jest z czego wybierać. Niestety, akcji zniechęcających do głosowania jeszcze więcej, m.in:

"Hy hy hy, nie można zgwałcić prostytutki, stworzymy nowe etaty... za seks"

"Dwa razy więcej komputerow w szkołach, zupełnie nowy wizerunek i tajemnicza choroba egzotyczna"

"Trzy miliony mieszkań, walka z układem i inni szatani"

"Klopot z ewolucją, święta polska rodzina i ochrona poczętych"

"Poglądy?! Tego nie można nam zarzucić! Czyli prawica w przebraniu"

"Jesteśmy nagie, nie mamy niczego, nawet programu (napiszą go eksperci)"

"Zawsze blisko ludzi... i daleko od problemów społecznych"

"Cywilizacja życia (z wyłączeniem życia ciężarnych kobiet)"

"Na Manifie nie wypowiedzą się w tym roku żadni politycy! Oprócz nas, oczywiście"

"Gwałt na żonie? To niemożliwe, mąż ma swoje prawa"

Może zamiast tych licznych kampanii nakłaniających do głosowania przydałby się jakiś kalkulator mniejszego zła?
10:21, m-a-g-a , INNE
Link Komentarze (21) »
sobota, 13 października 2007
Czcij matkę swoją

W dzisiejszej Wyborczej (s.11) znaleźć można krótką notkę o niebezpiecznych aborcjach, a w niej takie oto zdania:

"Aborcje te są wykonywane nielegalnie bądź przez ludzi o niewystarczająych kwalifikacjach. To z kolei grozi śmiercią (pozostałe dzieci stają się sierotami), nieodwracalnymi powikłaniami czy bezpłodnością."

Zastanawia mnie ta informacja podana w nawiasie. Co ma na celu? Wygląda to tak, jakby należało wyrażać żal z powodu śmierci kobiet poddających się nielegalnym aborcjom, tylko z tego powodu, że osierociły swoje dzieci. Sama kobieta nie jest warta naszego współczucia? Ten nawias to takie zastrzeżenie, które gdzieś wpisuje się w poglądy typu "zmarła po nielegalnej aborcji - sama tego chciała, morderczyni" albo "niech kobieta w ciąży zagrażającej jej życiu zrobi aborcję, potem dzięki temu będzie mogła urodzić inne dzieci, a tak to umrze i kobieta, i płód". Tak jakby ilość życia w ostatecznym rozrachunku była tu kluczowa. Albo jakby dobro dziecka lub płodu było zawsze nadrzędne w stosunku do dobra matki.

Podobnie jest z kampanią społeczną promującą ustępowanie miejsca w komunikacji miejskiej kobietom w ciąży. Jej hasło to "Podróż męczy nie tylko przyszłą mamę. Ustąp miejsca dziecku w drodze". A gdyby męczyło tylko przyszłą mamę, to już ustąpienie miejsca nie byłoby konieczne?

Dlaczego kiedy kobieta jest w ciąży, lub już została matką, to jej dobrostan i zdrowie schodzą na drugi plan? Drastycznym przykładem konsekwencji takiego podejścia jest śmierć młodej dziewczyny chorej na zapalenie jelita, która zmarła po tym, jak lekarze odmówili jej leczenia. Dlaczego? Nie chcieli ryzykować tego, że płod na tym ucierpi.

To wszystko kojarzy mi się z pewnym słynnym rysunkiem:

Marek Raczkowski, "Przekrój"

Wolnościowa Toplista