opowieści z życia fe!misia
niedziela, 27 lipca 2008
Sexy baby

W Wysokich Obcasach tekst o kosmetykach i salonach piękności dla kilkuletnich dziewczynek, reklamowany na okładce alarmującym hasłem "Trening na Paris Hilton". W tekście przytoczono m.in. opinię pedagożki, zwracającej uwagę na problem seksualizacji dzieciństwa. W U.S.A. małym dziewczynkom (nawet trzyletnim!) maluje się paznokcie i robi się im makijaż, mają być małymi, ponętnymi kobietkami. To dobrze, że Obcasy poruszają ten problem na swoich łamach... tylko dlaczego w tym samym numerze reklamują kosmetyki dla dzieci, w tym zestaw lakierów do paznokci i szminek, oraz, uwaga, perfumy dla niemowląt od czwartego tygodnia życia...?

środa, 09 lipca 2008
Wg internautów śmierć to najlepsza samoobrona?

Na Wirtualnej Polsce opublikowano wiadomość o kobiecie z Indii, która popełniła samobójstwo (przez podpalenie się), aby uniknąć gwałtu. Wiele rzeczy w tej historii jest tragicznych, nie tylko samo usiłowanie gwałtu ze strony sąsiada, ale i kontekst, w którym zgwałcona kobieta będzie w Indiach uważana za zbrukaną, będzie dla społeczności nikim, więc woli się zabić. Czy gdyby ta kobieta mogła mieć nadzieję, że jako ofiara gwałtu będzie mogła liczyć na pomoc i wsparcie dla siebie oraz na karę dla sprawcy, to także wybrałaby śmierć, i to tak straszną? Dlaczego nie widziała innej drogi ratunku, czy mogła inaczej uniknąć gwałtu, czy mogła się jakoś bronić? Niestety, niektórzy polscy internauci, zamiast zastanowić się nad tym, wypisują pod tą infromacją komentarze w stylu:

"Takiej kobiecie gdybym mógł, to ukłoniłbym się do samych nóg. Naprawdę to co zrobiła... jest pełne podziwu. Zachowała swoją godność."

"Brawo, honorowa i czysta KOBIETA. Podoba mi się , że są jeszcze takie."

"dobrze zrobiła, godność jest cenniejsza niż życie wbijcie se to do łbów !"

Brawa i szacunek za to, że się zabiła? A gdyby się nie zabiła, to na szacunek by nie zasługiwała? Czy ci internauci właśnie tego chcą nauczyć swoje córki? Że w razie czego nie mają się bronić ani za wszelką cenę ratować swojego życia, tylko się zabijać w imię "czystości"? To zgwałcona kobieta ma się według nich czegoś wstydzić, a nie sprawca gwałtu?
Jak widać kwitną w Polsce mity na temat gwałtu. I jak tu się dziwić, że tak wiele gwałtów nigdy nie zostaje zgłoszonych na policji ani ujawnionych bliskim. Ofiary boją się wykluczenia, rozdrapywania ran, nierozumienia...
poniedziałek, 07 lipca 2008
Kombinuj, dziewczyno, nim twe wdzięki przeminą...

Zastanawiają mnie kryteria, jakimi kierują się "Wysokie Obcasy" wybierając "List tygodnia" z listów przychodzących do redakcji... W tym tygodniu nagrodzono taki oto list:

"Co prawda nie powiedziałeś mi, jak bohater piosenki swojej żonie, że sens życia gubisz i że zostawiasz mnie i dzieci z wanienką, by zacząć nowe życie z panienką, ale jak blisko byłeś takiej wypowiedzi, przekonały mnie rewelacyjne odkrycia tej wiosny. Najpierw przypadkowo trafiłam w komputerze na folder pod nazwą 'ulubione'. Po otwarciu go stanęłam w obecności kilkudziesięciu nie zawsze ubranych, ale prawie zawsze uśmiechniętych pań. (...) Potem zaczęłam kojarzyć pewne fakty (...) A to jak na wyprawie w góry pożerałeś wzrokiem moją młodszą koleżankę z biura, a po powrocie do domu okazało się, że na większości zdjęć na pierwszym planie wykadrowałeś interesujące Cię szczegóły jej anatomii. (...) Wtedy zdałam sobie sprawę, że deklarowany przez Ciebie brak ochoty na seks nie wynika wcale z braku potrzeb. To moje 36-letnie ciało ze śladami przebytych dwóch ciąż i nadwagą nie stanowi dla Ciebie atrakcji. Przyszło załamanie, płacz i nieprzespane noce. Ty podobno nie możesz na to nic poradzić, taką masz naturę. Szanujesz mnie i kochasz jako matkę Twoich dzieci, ale podobają Ci się ładne, szczupłe, no i młode panie.
O nie, kochanie, nie daruję Ci tego! Dziś już wiem, co robić. (...) udałam się do sklepu z kolorowymi fatałaszkami. Zamówiłam też kilka niby-ubranek na stronach internetowych z bielizną. Drakońska dieta przyniosła efekty. Tego lata to mnie podtatusiali panowie zaglądają w dekolt i zgadują kolor moich stringów. Czy wiesz, że w autobusie uśmiechnął się do mnie filuternie młodziutki chłopak? Dziś w kuchni zrobiłeś coś, czego od dawna nie miałam okazji doświadczyć. Objąłeś mnie i pocałowałeś w kark, mówiąc, że ładnie pachnę. I choć bliska byłam wypowiedzenia słów: 'Chyba się z tobą rozwiodę, zabiorę ze sobą młode, bo ty na moją urodę nie patrzysz już', postanowiłam się wstrzymać."

Brawo! W nagrodę za głodzenie się, zmianę stylu i przeistoczenie się w obiekt pożądania dla gapiących się w dekolt niewychowanych przechodniów, matka dwójki dzieci, które wcześniej ośmieliła się nie dorównywać modelkom (a to jędza!), otrzymuje prezent w postaci odzyskania uwagi partnera! Partner co prawda jest biologicznie przystosowany do obdarzania uwagą jedynie młodych lasek, no ale kto wie, może dalsze stosowanie "drakońskiej diety" utrzyma jego zainteresowanie.

Za ten wspaniały list, będąc przykładem prawdziwej walki ze sobą, jaką powinna toczyć każda współczesna kobieta, redakcja przyznała zestaw kosmetyków pielęgnacyjnych Mineral Care SPA! Dzięki ci, redakcjo! Wszak pielęgnacji nigdy za wiele, zwłaszcza, że dbamy o siebie dla faceta, a nie dla własnej przyjemności.

A czy partner czytelniczki również stara się być dla niej atrakcyjny? A kogo to obchodzi? Przecież nasza czytelniczka nie jest z natury przystosowa do uganiania się za przystojnymi, zadbanymi facetami. Jej naturalne powołanie to harówa przy dzieciach.
niedziela, 15 czerwca 2008
Zawłaszczanie cudzej tragedii
Słów kilka w nawiązaniu do mojej niedawnej notki:
 
Lech Kaczyński postanowił odznaczyć Agatę Mróz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne sportowe osiagnięcia i heroiczną postawę w walce z chorobą. Jej mąż odmówił przyjęcia tego orderu, nie chcąc, jak stwierdził, nadawać smutnej uroczystości politycznego wymiaru. Uważał też, że był czas na to, by odznaczyć Agatę, gdy jeszcze żyła. Spotkał się wówczas z atakami ze strony prawicowego publicysty i z oskarżeniami o to, że to właśnie on robi z pogrzebu żony sprawę polityczną, bo wykorzystuje go do wyrażenia swojej niechęci do prezydenta. Bez komentarza.
 
Cała sprawa dokładnie i ciekawie opisana jest na blogu Supergigant.
sobota, 14 czerwca 2008
Feminizm według Grocholi

W dzisiejszych Wysokich Obcasach opublikowano wywiad Jakuba Janiszewskiego z Katarzyną Grocholą. Można w nim znaleźć prawdziwe perełki:

"K.G. - Wojciech Eichelberger, moja ulubiona feministka, jest autorem tekstu, który powinien być sztandarowym tekstem wszystkich kobiet. (...)

J.J. - No a co się dzieje z panią, że dla pani naczelną feministką jest facet?

K.G. - A co w tym złego?

J.J. - A to, że ten ruch, jak mi się wydaje, służy temu, żeby dowartościować kobiety, żeby się same wyrażały i własnym głosem mówiły o swoich doświadczeniach.

K.G. - Nic na to nie poradzę, że najlepszy tekst na temat kobiet, jaki przeczytałam, napisał facet. I co? Mam powiedzieć, że to zły tekst, bo on ma jaja, a będzie dobry wtedy, jak będzie miał piersi? Tego właśnie nie znoszę. Że teraz mam mówić "jem widelcą", bo widelec jest rodzaju męskiego, a my chcemy, żeby był żeńskiego.

J.J. - Teraz sprowadza pani do absurdu całą sprawę "żeńskiej końcówki".

K.G. - Być może, ale w tekście manifowym w "Gazecie Wyborczej" kiedyś coś takiego przeczytałam. Wprowadźmy na siłę rodzaj żeński."

No cóż, z cytatu Grocholi wynika, że w tym tekście Eichelbergera nie ma tak naprawdę nic wielce odkrywczego. Ot, refleksja, że "jak kobieta chce iść do łóżka, to dziwka, a jak nie chce, to zimna". Może problem polega na tym, że chociaż feministki mówią podobne rzeczy na temat społecznej oceny zachowań kobiet, podwójnego standardu etc., to jednak Grocholi łatwiej jest je przyjąć z ust męskiego autorytetu?

Co do tej wypowiedzi z "widelcą"... co za kompromitacja! Może to miała być inteligentna ironiczna wypowiedź, ale niestety nie wyszło. "Kiedyś coś takiego przeczytałam". Kiedyś gdzieś coś podobnego jakieś feministki chyba postulowały... ;-) A może warto sięgnąć do źródeł, zamiast żyć wśród fantazji o "zajadłych feministkach" wprowadzających językowy terror i nie doceniających wybitnych męskich autorów?
piątek, 06 czerwca 2008
Obowiązkowy heroizm?

Na Uniwersytecie Jagiellońskim odbyła się debata na temat prawa do aborcji. Reklamował ją plakat ze zdjęciem autorstwa Doroty Nieznalskiej, przedstawiającym brzuch kobiety otoczony cierniową koroną. Debata i plakat wzbudziły protesty konserwatywnych środowisk, o całej sprawie mozna przeczytać w Wyborczej. Właśnie ten tekst z GW przejrzałam pobieżnie dziś rano. Było w nim napisane, że podczas debaty ktoś trzymał zdjęcie Agaty Mróż, siatkarki, która nie przerwała ciąży mimo ciężkiej choroby, dziecko urodziła bodajże w lutym, w maju zrobiła przeszczep szpiku kostnego, zaś przedwczoraj zmarła. Od razu sobie zakodowałam, że jej zdjęcie pokazywał ktoś ze zwolenników prawa do aborcji, to się wydawało logiczne, bo przecież jak z tragicznej śmierci cieżko chorej młodej matki zrobić można argument przeciwko prawu do usuwania ciąży...

Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że zdjęcia Agaty przynieśli przeciwnicy prawa do aborcji. Co chcieli przekazać? Że każda Polka ma być zmuszana przez państwo do takiej decyzji, jaką podjęła Agata? Że śmierć w razie ciężkiej choroby w czasie ciąży ma być obowiązkiem wynikającym z polskiego prawa? Zamiast widzieć w czymś jednostkową trudną decyzję kobiety, już rozkręca się medialną szopkę:

"Lilianka ma zaledwie dwa miesiące. Przedwczoraj straciła mamę. To dla niej Agata Mróz poświęciła życie. Mimo ostrzeżeń lekarzy, postanowiła urodzić dziecko. Kilkadziesiąt dni później choroba szpiku kości pokonała wyczerpany organizm. Śmierć siatkarki zszokowała całą Polskę, wszyscy chcą pomóc załamanej rodzinie. Minister sportu wystąpił o rządowe stypendium dla dziecka."

To przykre, że tak trudne decyzje kobiet doczekują się uznania, uwagi i pomocy dopiero po ich śmierci. Podobnie było z Anną Radosz, która chorując na raka nie zgodziła się na chemioterapię z powodu ciąży. W listopadzie urodziła dziecko, w maju zmarła. Roman Giertych wystąpił wtedy o odznaczenie jej pośmiertnie Złotym Krzyżem Zasługi. Dlaczego nie zrobił tego, gdy jeszcze żyła? Miał na to przecież pół roku! Ale okazuje się, że dopiero śmierć młodej matki jest godna uwagi. Dopiero wtedy zaczynają się teksty o tym, że jej postawę warto naśladować. Albo wręcz teksty o tym, że jej postawę należy wymuszać od wszystkich kobiet w podobnej sytuacji.
Uwaga, raczę potworami

W Metro recenzja filmu "Lejdis", a w niej:

"Kobiety w "Lejdis" wiedzą, czego chcą, są generalnie pewne siebie i swoich możliwości i potrafią facetom mówić przykre, choć prawdziwe rzeczy. Jest to film feministyczny, ale tylko na tyle, by powiedzieć, że kobiety są wspaniałe i różne. Ale na pewno nie są to potwory, koszmary z męskiego snu o przerażających feministkach, jakimi czasami raczą nas media."  

Kobiety są wspaniałe i różne - oto prawdziwie lekkostrawna definicja feminizmu. Pozdrawiam Was, koszmary z męskich snów. :-) Niestety nie oglądałam "Lejdis", więc nie odniosę się do tego, czy bohaterki są umiarkowanie wyzwolonymi kobietami czy krwiożerczymi potworami. A może któraś z Was oglądała? Da się to przeżyć? Recenzja zachwala film jako "bardzo, ale to bardzo dobry", ale trudno mi w to uwierzyć...
czwartek, 29 maja 2008
Dni Ojca

O matko, mam doś łachy stojącej za Dniem Matki. Na wp.pl artykuł o znamiennym tytule "Ojcowie i dzieci dali dzień wolny mamom". W tekście rewelacje: "Przez weekend zabiegane krakowskie mamy mogły chwilę odsapnąć, pójść do fryzjera, albo przeczytać książkę." Nic tylko zanosić modły dziękczynne do szlachetnych ojców ich dzieci, którzy dla siebie mają pozostałe 364 dni roku.

 
1 , 2 , 3 , 4

Wolnościowa Toplista