opowieści z życia fe!misia
sobota, 14 czerwca 2008
LIST OTWARTY W SPRAWIE 14-LETNIEJ AGATY

LIST OTWARTY

w sprawie czternastoletniej Agaty oraz kobiet i dziewcząt, którym odmawia się współczucia, wsparcia i legalnego przerywania ciąży.


Jako stowarzyszenie założone po to, by wspierać kobiety i dziewczęta w ich zmaganiach z dostępem do legalnej aborcji, antykoncepcji i edukacji seksualnej, chciałybyśmy wyrazić nasze współczucie i wolę wsparcia dla Agaty, która stała się ostatnio przedmiotem bezprecedensowej nagonki oraz dla jej rodziny.

Bez względu na to, jakie decyzje ostatecznie podejmie Agata i jej Rodzice w odniesieniu do ciąży, która - jak wskazują ich wypowiedzi - była wynikiem czynu zabronionego - chcemy wesprzeć Ich dążenia do realizacji Ich woli. Jesteśmy przekonane, że inwazyjne atakowanie młodej dziewczyny, uniemożliwianie Jej i Jej Rodzinie realizacji wynikającego z polskiego prawa działań oraz uporczywe ignorowanie prawa jednostki i jej rodziny do samostanowienia stoi w sprzeczności z gwarantowaną przez Polską Konstytucję wolnością sumienia oraz wyznania. Uważamy, że w kraju, w którym przepisy jasno stanowią, że ciąża będąca wynikiem czynu zabronionego (a za taki uznane jest współżycie z małoletnią) może zostać LEGALNIE przerwana, demonstracje siły, ideologicznie motywowanej nienawiści oraz przemocy stanowią nie tylko naruszenie przepisów, ale są również wyrazem moralnej niedojrzałości ich autorów.

Stanowczo domagamy się uznania podmiotowości, samodzielności i wreszcie woli Agaty i Jej Rodziny wobec zaistniałej, tragicznej sytuacji. Żądamy również, by przedstawiciele Kościoła Katolickiego potępili haniebne akty werbalnej przemocy dokonanej w imię Kościoła.

Żądamy również szacunku dla wszystkich innych Dziewcząt i Kobiet, którym odmawia się prawa do autonomicznego decydowania o własnym losie. Negując istniejące prawo, przedstawiciele środowisk medycznych, sądowniczych oraz politycy narażają nas na gorsze traktowanie.

Dość opresji Kobiet i Dziewcząt!

Członkinie Stowarzyszenia "Same o Sobie"

piątek, 13 czerwca 2008
Aborcyjny kompromis po polsku

Słownik Języka Polskiego podaje, że kompromis to "porozumienie osiągnięte w wyniku wzajemnych ustępstw". Wiele mówi się o tym, że obecna ustawa antyaborcyjna jest właśnie kompromisem. Jednak dziwnym trafem polski kompromis obowiązuje tylko jedną stronę, ustępować mają tylko kobiety, a nie przeciwnicy prawa do aborcji.

Według ustawy aborcja jest legalna wtedy, gdy występuje zagrożenie dla życia lub zdrowia matki, gdy płód jest ciężko uszkodzony lub gdy ciążą jest wynikiem czynu zabronionego - gwałtu, kazirodztwa, współżycia z osobą poniżej 15go roku życia. Jak działa w takich przypadkach "kompromis", widzieliśmy na przykładzie Alicji Tysiąc, której odebrano prawo do aborcji mimo grożącej jej utraty wzroku. Obecnie widzimy to także na przykładzie 14-letniej Agaty, która mając prawo do legalnego przerwania ciąży i chcąc z niego skorzystać, stała się obiektem ogólnopolskich medialnych ataków, została zabrana z domu i umieszczona w pogotowiu opiekuńczym. Gdzie tu jest kompromis, o którym tak często przypominają przeciwnicy prawa do przerywania ciąży?

Myślę, że dla tej dziewczynki jest już niestety za późno na samodzielną decyzję. Jest w 11 tygodniu ciąży, więc za kilka dni zostanie jej już tylko jedno wyjście z sytuacji, bo aborcję w przypadku czynu zabronionego można zrobić do 12 tygodnia ciąży. Wtedy prolifersi odetchną z ulgą i powrócą do swoich spraw. Z powodu rozdmuchania tej sprawy przez media i środowiska katolickie, dziewczynka nie będzie miała łatwego życia, jej intymność, prywatność została podeptana. Nie zdziwiłabym się, gdyby za kilka miesięcy Fakt opublikował jej zdęcie z dzieckiem, próbując zarobić na kolejnym "skandalu". Tak to się robi w Polsce.

W internecie można podpisać się pod listem zainicjowanym przez cztery kobiety i dwunastu mężczyzn (znacząca proporcja?), m.in. przez Rafała Ziemkiewicza, Wojciecha Cejrowskiego i Jana Pospieszalskiego. List ten nawołuje do opieki nad "14-letnią matką" i gloryfikuje "zajmujących się" dziewczynką prolifersów. Znaleźć go można pod adresem www.agataidziecko.pl, ale bardziej odpowiedni dla sytuacji dziewczynki byłby adres "Agata to dziecko".

poniedziałek, 12 listopada 2007
Molestafera

Mam już naprawdę dość wszechobecnego określenia "seksafera". Wszędzie widzę nagłówki typu "Nowe zarzuty w seksaferze" albo "Trwa śledztwo dotyczące seksafery", nawet na feministycznych portalach.

"Aferę" w Samoobronie śmiało można diagnozować, ale skąd ten "seks"? 

Gdyby lider opozycji miał płomienny romans z prezydentową, wtedy można by mówić o obyczajowo-politycznej seksaferze. Ale gwałt i molestowanie to nie żaden seks, to przemoc. Takie bagatelizujące określenia jak "seksafera" zakrywają sedno problemu, którym przecież nie jest seks!

To po prostu krok wstecz, jeśli chodzi o walkę z molestowaniem.

czwartek, 21 czerwca 2007
Wieloznaczne sytuacje

Przygotowując się do obrony przeglądałam notatki zrobione przez studentów i studentki, którzy bronili się rok temu. Dowiedziałam się z nich bardzo interesujących rzeczy...

Oto definicja zjawiska rozproszenia odpowiedzialności, napisana przez studentów/studentki V roku psychologii:

 

"Zjawisko rozproszenia odpowiedzialności polega na tym, że im więcej jest mogących pomóc osób, tym mniejsza jest osobista odpowiedzialność każdej z nich za udzielenie pomocy. Każdy myśli, że pomocy udzieli ktoś inny i w rezultacie nie udziela jej nikt. Z drugiej strony zjawisko to można tłumaczyć wieloznacznością lub rożnorodnością interpretacji sytuacji, np. czy hałas za ścianą to napad i trzeba dzwonić na policję, czy to tylko mąż bije żonę? W obliczu tego rodzaju niejasności naturalne jest poszukiwanie wskazówek o tym, co robią inni."

 

Prawda, że genialne? Prosta i oczywista definicja, odróżniające przemoc prawdziwą, wymagającą reakcji (napad), od takiej, obok której można przejść obojętnie (przemoc domowa).

Niezależnie od tego, czy przykład ten jest wyrazem uprzedzeń autora/autorki, czy miał tylko streszczać rozumowanie potencjalnego "sąsiada", jest on żenujący. Występując w takim kontekście bez słowa dodatkowego wyjaśnienia powiela jedynie bagatelizujące podejście do przemocy domowej. Dlaczego taka sytuacja ma być uniwersalnym przykładem niejasnej sytuacji, w której "naturalne" jest poszukiwanie wskazówek o tym, co robią inni? Naturalne? Bardzo interesująco o podobnej sprawie pisze na swoim blogu siostra.sister.

 

PS.

;-)

piątek, 08 czerwca 2007
3000 dolls from Russia

Jakiś czas temu miałam okazję obejrzeć wystawę na temat handlu kobietami w Muzeum Kultury Światowej w Goteborgu. Jednym z elementów tej wystawy była wyświetlana na ścianie prezentacja, ukazująca rozmiary zjawiska traffickingu. Oprócz urywków relacji, zdjęć i danych można było zobaczyć szlaki, którymi z różnych krajów wywożone są kobiety. Czerwone linie / szlaki prowadzące z Rosji gęsto oplotły cały świat.

Przerażające, zwłaszcza w zestawieniu z tym, ile się mówi problemie traffickingu w Polsce. Mam wrażenie, że cały medialny odzew sprowadza się do pisania od czasu do czasu o działaniach La Strady i informowania kobiet przed wakacjami, żeby nie odpowiadały na podejrzane ogłoszenia dotyczące pracy za granicą. Często stoi za tym przekonanie, że naiwne kobiety są (po części) same sobie winne. Takie opinie pojawiły się m.in. po ujawnieniu sytuacji Nigeryjki Janet Johnson, która, wg niektórych, "musiała się przecież domyślać, że propozycja gry w piłkę ręczną nie była uczciwa, więc po co się zdecydowała na taką podróż?". No właśnie, po co? Cięzko analizować to zjawisko nie biorąc pod uwagę czynników chociażby ekonomicznych.

Przerażająca jest także liczba osób stających się co roku ofiarami handlu - szacuje się, że jest to ilość pomiędzy 600 000 a 4 mln osób rocznie. Skoro tyle jest ofiar, to ilu musi być ludzi (głównie mężczyzn..?), którzy na tym handlu w różny sposób korzystają? 5 razy więcej? 10 razy więcej?

 

3000 a Year
"3000 a Year", Yifat Gat. Praca nawiązuje do tego, że ok. 3000 kobiet (ofiar handlu) rocznie trafia do Izraela. Prostytucja w Izraelu opiera się głównie na kobietach przywożonych z Rosji.
 
Pink Crosses
“The Pink Crosses”, Irene Simmons. Praca upamiętnia morderstwa w Juarez.
 
Rooms
Zdjęcia przedstawiają pokoje - pierwsze od długiego czasu bezpieczne i prywatne miejsca
dla kobiet wyrwanych z rąk handlarzy ludźmi. Bezpieczne i prywatne przynajmniej w założeniu, bo jednak pokoje te robią na mnie dość złowrogie wrażenie. Może przez nieobecność ich właścicielek albo kontrast ich doświadczeń z wystrojem a'la pokój niewinnego dziecka/nastolatki?

Angela
"Angela", Jill Renee Smith.

 

Więcej zdjęć z wystawy i danych oraz ciekawe materiały do zajęć na temat handlu kobietami można znaleźć na stronie: trafficking.nu

Wolnościowa Toplista